Ostra korona mojego Króla
Каролина · · Series: Сотворение

„Faza kryzysu”. To wyrażenie nie mniej niepokoi niż „burza magnetyczna” czy „alarm powietrzny”.
Minęły trzy tygodnie pielgrzymki w głąb duszy.
Pan przeprowadził mnie przez popioły moich grzechów. Powierzył mi spojrzenie w oczy moim cieniom. Pozwolił doświadczyć zawalenia podpór i mostów przeszłości oraz oczekiwań przyszłości. Pozostało tylko „teraz”.
W uniesionej kurzu nad ruinami dawnych błędów można dostrzec każdą cząstkę… Jestem tutaj, aby ją wdychać i czasami „kaszleć” modlitwami, pytaniami i skromnymi domysłami.
Tydzień skrupulatnego badania mechaniki moich grzechów. Tutaj Pan strząsnął z mojej duszy sadzę i kurz. I uczynił ją pryzmatem do przekazywania Swego Światła światu.
W tym miejscu powstały te słowa.
„Ostra korona mojego Króla…” - te słowa nawiedzały mnie jak fantomowy zapach jeszcze latem, kiedy byłam na krótkich ćwiczeniach duchowych w milczeniu. Splatały się z cierniowych gałęzi na głowie Zbawiciela. Ale, jak bardzo próbowałam rozwijać je w rozmyślanie lub wiersz, wychodziło jak u Szymona Piotra: „pracowaliśmy całą noc i nic nie złowiliśmy”.
Codzienna medytacja pod motywy fragmentu Mt 25:31-46 - tak samo codzienna jak praca rybaka, początkowo nie nasuwała żadnych szczególnych oczekiwań.
„Gdy zaś przyjdzie Syn Człowieczy w chwale swojej i … usiądzie na tronie chwały swojej”.
Jakże On jest piękny w chwale, - pomyślałam. Po przeczytaniu tekstu do końca, jednak zadałam sobie zagadkę: kim jestem - jedną z owiec czy kozłów?..
A u Pięknego był Swój plan.
Pan dał mi zobaczyć siebie w ogromnej kolejce, z której dusze odchodziły każda w swoją stronę. Działo się to w pewnym miejscu, zalanym światłem, przypominającym tronową salę. Czekając na decyzję w sprawie siebie, lekko się denerwowałam. I oto, stoję przed Władcą nieba i ziemi. I nikogo więcej nie ma, tylko żywa przestrzenna cisza oddycha nad nami. Chciałabym przekazać, choćby takimi wyrażeniami, to, co czułam, każdemu, kto to czyta, i bardzo się cieszę, jeśli choć kropla trafi do duszy.
Król schodzi z tronu i zbliża się do mnie. Wydaje się, że zamarłam. Nie chciałam ani uciekać, ani się chować. Zafascynował mnie Jego widok. Jednak nie mogę nazwać żadnej zewnętrznej cechy. Czułam Go. Widziałam sercem - tak, jak nie może określić rozum. Stoi bardzo blisko, i trudno mi na Niego patrzeć - ale, nawet jeśli zamykam lub zasłaniam oczy, to nie pomaga. W mojej duszy w tej chwili pojawiło się jakby otwarte okno, przez które do domu wdziera się świeży wiatr takiej siły, że nie można go zamknąć.
Jego majestat. Siła. Władza.
Miłość. Czułość. Pasja.
Wszystko to odczuwane było jak wybuch zetknięcia monumentalnych lodowych gór i wrzącej lawy. Cisza była podobna do kontemplacji w półmetrowej odległości od siebie niebezpiecznej, potężnej siły, która może mnie pochłonąć. Ale miłość… Królewska. Należy jej prawo niszczyć i budować. Kim jestem w jej obliczu? Na ile On jest wielki, na tyle ja jestem nikczemna - bezgranicznie. Nawet nazywanie siebie „ja” wydaje się absurdem. W porównaniu z Wiecznym, wydaje się, że żadne „ja” nigdy nie istniało.
Ale Jego nieznośne spojrzenie nie jest skierowane w pustkę, lecz na mnie. Dla Króla moja dusza znaczy tak wiele, jak nie znaczy nawet dla mnie samej…
„Ostra korona mojego Króla…”. Znów powiało po medytacji. Drżenie i bardzo głębokie pragnienie kontemplowania Go. To było moim pożądanym cierpieniem, ponieważ patrzenie na światło oznacza uświadomienie sobie swojej brudności. To strach i zachwyt, to smutek i miłość.
Zły duch był przeciwny. W ciągu dnia nawiedzały mnie wątpliwości, poczucie winy i zagubienia, nazywane: „a co jeśli to wszystko jest wymysłem, sama to sobie wymyśliłaś z własnej pychy i teraz wszystkich oszukujesz”.
Towarzyszący zapewnił mnie, że te pokusy należy odsyłać i ignorować.
Po modlitwie przed snem mój pokój już pogrążył się w ciszy. Ale tylko nie moje serce. Pan wezwał mnie do odpowiedzi. I wypowiedziałam kontynuację słów Szymona Piotra: „Ale na Twoje słowo zarzucę sieć”, wbrew niepewności, że się uda.
To światło, ta łaska była zbyt silna, by ją stłumić w sobie. I Pan wziął moje twórcze serce, mój rozum i ręce - i wprowadził w świat obraz Swego królewskiego majestatu przez te wiersze.
„Ostra korona mojego Króla…”.
Po napisaniu moje ciało drżało jak od dreszczy, bez zmiany zewnętrznych temperatur.
To dzieło stało się jakby kroniką drogi przez moją „fazę kryzysu”, w nim ból idzie ramię w ramię z pocieszeniem, zniszczenie z budowaniem, zimno z ogniem.
Mój Król - taki. I jestem pewna, że On jest jeszcze więcej, niż tylko może powiedzieć o Nim ludzki język.
Sam owoc objawienia:
Ostra korona mojego Króla:
Nie filigran wbił się Mu w brwi.
Widzę odbicie wiecznego ognia
W Jego przelanej, odkupuącej krwi.
W Jego oczach – to lodowato-niebieskich,
To koloru rozgrzanego metalu
Widzę sąd dla dumnych i dla złych,
I miłosierdzie tym, których serce zadrżało.
Oni jak morze mogą burzą bić,
Obalając bryły i zrywając maski.
A mogą w cichej przystani skryć,
Darując mi pokój ojcowskiej pieszczoty.
Jego dłoń, co trzyma kulę ziemską,
Łatwo ściska gardło lewiatana.
Ale ta sama dłoń wyciągnięta nade mną,
By uzdrowić moją głęboką ranę.
Jego ruchy – królewskie i surowe,
W nich moc Stwórcy dni gwiazdom odmierza.
Ale On się pochyla, - i służy, myje nogi
Tym, którzy od prawdy odwracają drogi.
Słyszę głos mojego Króla –
To groźny ryk wstrząsa górami,
To cichy szept, delikatny jak świt:
„Zapłaciłem. Zdjąłem z ciebie kajdany”.
On sprawiedliwy. Jego wagi są dokładne.
Uważny. Jego prawa są święte.
I przed Nim wszyscy jesteśmy obnażeni,
I wszyscy grzechem rozpaczliwie bogaci.
Ale hojność Boga – ocean bez dna,
Niech w nim utonie nędza datków.
Jego miłość - niezmierzona, tak silna,
Silniejsza - wierzę! - niż wszystkie moje zawirowania.
Mój Król wisiał, bezsilny i nag,
Między niebem a ziemią, przebity gwoździami.
I każdy mój niewierny, podły krok
Był wbity w Niego okrutnymi rękami.
On oddał wszystko. Umiarkował Swoją władzę.
Bóg umarł tak, jak umiera śmiertelny,
Aby nie dać mi bezpowrotnie upaść,
Aby wyrwać duszę z więzienia pośmiertnego.
Ostra korona mojego Króla,
Ale nie ma droższej dla mnie nagrody,
Niż wiedzieć, że On oddał się dla mnie,
I być w cieniu kochającego spojrzenia.