Most Przebaczenia

Monika · · Series: Monika

Most Przebaczenia

Stary dom.

Cichy. Zatrzymany w czasie. Jego ściany nosiły ślady wielu lat. Zdawały się pamiętać łzy, ból, samotność, zranienia i ciężary, które przez długi czas nosiłam w swoim sercu.Dziś wiem, że ten dom był czymś więcej niż tylko miejscem.Był obrazem mojego dawnego życia.Miejscem, w którym zostały moje lęki, moje rany i wszystko to, co odbierało mi pokój.Wyszłam z niego.Miałam na sobie stare, zniszczone ubrania. Byłam przygarbiona, jakby całe moje życie spoczywało na moich plecach. Czułam się uboga – nie dlatego, że nic nie posiadałam, ale dlatego, że moje serce było zmęczone i spragnione nowego początku.Wtedy coś delikatnie skierowało mój wzrok przed siebie.Spojrzałam.Zobaczyłam most.Był bardzo długi. Tak długi, że zdawał się nie mieć końca. Był wysoki, zawieszony ponad wodą. Patrzyłam na niego i ogarnął mnie lęk.

Bałam się wysokości.

Bałam się, że most się załamie.

Bałam się, że spadnę do wody, a przecież nie umiem pływać.

Nie wiedziałam, czy potrafię zrobić pierwszy krok.

Ale wtedy spojrzałam na drugą stronę.

I zobaczyłam coś niezwykłego.

Zobaczyłam zupełnie inny świat.

Świat pełen światła. Świat wysokich, pięknych budynków, które zachwycały swoim pięknem. Wszystko było inne niż to, co znałam. Nowe. Jasne. Pełne nadziei.

Patrzyłam i czułam, że tam jest życie, którego moje serce od dawna szukało.

Wtedy usłyszałam ciche zaproszenie:

– Chodź.

Ale ja się bałam.

Lęk mówił, żebym została. Żebym nie ryzykowała.

A jednak głębiej niż mój strach usłyszałam cichy głos.

Pełen pokoju.

– Idź.

Obudziłam się.

Przez dwa lata nosiłam ten obraz w sercu. Nie rozumiałam, dlaczego zobaczyłam właśnie most.

Aż pewnego dnia, przeglądając pieśni, zatrzymałam się przy jednej zatytułowanej „Przebaczenie”.

Spojrzałam na obraz.I zamarłam.Był na nim most.Ten sam.

Prowadzący do nowego świata.

Wtedy moje serce zrozumiało.

Pan pokazał mi drogę.

To był most przebaczenia.

Most ze starego życia do nowego.

Z bólu do uzdrowienia.

Z ciężaru do wolności.

Z lęku do zaufania.

Dzisiaj wiem, że jestem na tym moście.

Idę.

Nie dlatego, że już się nie boję, ale dlatego, że coraz bardziej ufam Temu, który mnie zaprosił.

Kiedy patrzę w dół, widzę wysokość, wodę i wszystko to, czego się boję.

Ale kiedy patrzę na Jezusa, wiem, że jestem bezpieczna.

On prowadzi mnie krok po kroku.

A kiedy słabnę, kiedy wracają wspomnienia i łzy pojawiają się w oczach, wiem, że nie jestem sama.

Idzie ze mną Maryja.

Cicha i bliska.

Jak Matka, która nie zostawia swojego dziecka na trudnej drodze. Ociera moje łzy, dotyka moich ran i pomaga mi podnosić się wtedy, gdy brakuje mi sił.

A kiedy zatrzymuję się ze strachu, słyszę Jej delikatny głos:

– Nie bój się. Jestem przy tobie. Nie wracaj już do starego domu. To, co było, zostaw za sobą. Wstań i idź dalej. Nie zatrzymuj się. Jezus jest przed tobą. On prowadzi cię dalej. Zaufaj Mu.

I wtedy podnoszę wzrok.

Robię kolejny krok.

Nie dlatego, że zniknęły wszystkie moje lęki, ale dlatego, że wiem, że nie idę sama.

Jezus jest przede mną.

Maryja jest przy mnie.

A ja uczę się ufać.

Bo most przebaczenia nie opiera się na mojej sile.

Opiera się na Jego miłości.

I wiem, że ten most nie prowadzi mnie w nieznane.

On prowadzi mnie do nowego życia, które przygotował dla mnie Bóg.