Mój głos
Nadya Rudyak · · Series: Two in a boat

Łukasz 5, 1-11
I wyciągnąwszy łodzie na brzeg, zostawili wszystko i poszli za Nim.
Siedzimy we dwoje w łodzi pośrodku jeziora. W ciągu dnia obserwowałam, jak wciąż próbuję osiągnąć jakąś stabilność. I opowiadam Mu wszystko, co mam na duszy:
— Każda stabilność to przecież iluzja. Świat jest w ruchu. Każdego roku przychodzi wiosna, ale każda wiosna jest niepowtarzalna.
Czego szukam w stabilności? Czyż nie śmierci?
Szukam w niej kontroli. Bo brakuje mi wiary i pokory. Pokory, że nie wiem, co będzie jutro lub w następnej minucie. Ale przecież nie muszę wiedzieć. Ty cały czas czuwasz nade mną, pomagasz mi, prowadzisz mnie za rękę.
Niech się stanie wola Twoja!
Odnajdę wewnętrzną równowagę i spokój, tylko akceptując, że zarówno ja, jak i świat wokół będą się ciągle zmieniać.
Jedynym punktem stabilności, który jest mi dostępny, jesteś Ty.
Akceptuję ten świat w całym jego ruchu, różnorodności, zmienności. Akceptuję, że i moja natura jest taka.
Spokój w transformacji - to moje Przeznaczenie.
Jeśli pragnę czegoś niezmiennego, to niezmienna jest Twoja miłość do mnie, Twoja wiara we mnie i Twoje wsparcie.
Widziałam, jak za Tobą poszli rybacy. Ja też pójdę z Tobą.
***
Nagle znajdujemy się na brzegu, na pustyni. Zachodzi bajecznie piękny zachód słońca. Jezus jest wesoły, śmieje się. Śmieje się! Wokół Jego niesamowitych oczu dobry blask zmarszczek. Biega po piasku, chwyta mnie za ręce, pociąga za sobą. Rozpostarłszy ręce, krzyczy z całych sił, wzywając mnie, bym zrobiła to samo. To takie dziwne, takie dzikie, prawie nie wierzę w to wszystko, ale ja też krzyczę. I razem z tym krzykiem wychodzi ból z całego niewypowiedzianego, stłumionego, zamkniętego i utkniętego wiecznym kłębkiem w moim gardle.
W moim sercu jeszcze długo brzmią Jego słowa, powtarzam je z drżeniem i nadzieją:
Twój głos jest dany ci, aby łowić ludzi.