Bezpośredniość

Yury Arlou · · Series: Мои Упражнения в повседневной жизни

Bezpośredniość

13-14.12.2023

Do tego, co opisano poniżej, medytowałem nad 2 Król 12,1-13 i PS 50(51), a dzień wcześniej nad 2 Król 11.


Podczas medytacji rozważałem, jak łatwo człowiek poddaje się błędom, nawet jeśli całkiem niedawno był bardzo blisko Boga. Prawdopodobnie wszystko przez grzech pierworodny i nasz sposób myślenia.
David w psalmie mówi, że Bogu bardziej podoba się skruszony duch niż ofiary. „Skruszony” – to wtedy, gdy wyeliminowane jest wszystko, co przeszkadza polegać na Bogu. Ale przecież można to wyeliminować nie tylko przez cierpienie, ale i przez inspirację?.. Każdemu swoje. Czy można dzielić się inspiracją i czy można postawić człowieka na tę drogę? A czy możemy sami wybierać sposób, w jaki nas uczą? Jak to może być związane z naszym powołaniem?

Za tymi rozważaniami minęła medytacja, a z ostatnim pytaniem o powołanie czas dobiegał końca, i wtedy niespodziewanie w moje myśli wdarł się niesamowicie jasny i intensywny obraz. I chociaż wszystko wyglądało jak wytwór wyobraźni z moimi rozpaczliwymi próbami zatrzymania tego i znalezienia w tym jakiegoś sensu, w tym, co zobaczyłem, ukryta była ważna dla mnie lekcja. Poniżej opisano to, co widziałem.


Znowu znalazłem się z Nim na gruntowej drodze w podgórzu.
Widziałem siebie siedzącego na dużym kamieniu. Kamień był ciepły, pogoda dobra, bardzo miło było siedzieć. Zaciągnąłem się, marzycielsko patrząc w dal…
„Stoo-op! Nigdy nie paliłem, co za bzdura?… – pomyślałem, – Skąd to w ogóle!? Co za fantazja!?”

Próbowałem usunąć ten obraz – nie udało się! Znowu i znowu siedziałem na kamieniu i zaciągałem się, a On stał obok! Nie, to nie była moja fantazja. Poddałem się i przestałem z tym walczyć. „Niech obraz idzie”, – postanowiłem.

Jezus wyrwał mi papierosa z ust! Zacząłem kaszleć i, odmachując rękami od dymu, spojrzałem na Niego osłupiałym wzrokiem.

– Co się dzieje!? Przecież nigdy nie paliłem. Co to? Mój umysł, jak młody, figlarny pies, podrzuca jakieś obrazy, a Ty je wyrywasz?..

On po prostu stał i uśmiechał się w odpowiedzi.
Później chwycił mnie za ręce, podniósł z kamienia i zaczął kręcić, śmiać się i tańczyć!.. Ja, nic nie rozumiejąc, również się zaśmiałem).

– CO SIĘ DZIEJE!? Co Ty robisz😄? Czy to moja fantazja podrzuca bzdury? Nigdy czegoś takiego nie widziałem! Co mi pokazujesz?

Zatrzymaliśmy się, On się zaśmiał i z takim figlarnym humorem w oczach spojrzał na mnie, jakby mówił: myśl.

Wróciłem do pokoju i w pełnym zdumieniu zacząłem rozmyślać. Po pewnym czasie dotarło do mnie. Pokazywał, że z jednej strony uczę się, popełniając oczywiste błędy w życiu, podobne do szkodliwych nawyków, jak palenie, a z drugiej strony głupieję, cieszę się i bawię. Odniesienie do myśli, którą dawno przeczytałem, że wszyscy uczymy się i bawimy w życiu.

Wróciłem na drogę.

– Tak, zrozumiałem, popełniam błędy, uczę się i głupieję. Gra życia. Ale co ma do tego powołanie, myślą o którym zakończyłem medytację? To Ty o nim?

Później mój wzrok padł na Jego sandały, a dokładniej na to, jak bardzo wyraziście w nich stąpał.

– Droga, idę swoją drogą, popełniając błędy, bawiąc się i głupiejąc. Tzn. zdobywam doświadczenie. Słuchaj, pamiętam tę metaforę „bawić się i uczyć”, wszyscy tu w pewnym sensie bawimy się i uczymy, – powiedziałem.

Później On zatrzymał się i stanął naprzeciwko mnie.

– Patrz w Moje oczy.
– Po co)? Tam za nimi jest wszechświat, wiem, byłem tam już. Powiedz, po co mi to wszystko pokazujesz?

On wziął mnie za rękę.

– Patrz!

Wciąż całkowicie osłupiały z tego, co się dzieje, rozpaczliwie próbowałem sprawdzić, czy to nie moja fantazja, wtrącając się w obraz, wysiłkiem woli dodając coś od siebie. Próbowałem wyobrazić sobie, jak bierze mnie za drugą rękę, ale nic nie wyszło! Wszystko zbędne odrzuciło się, rozwiało i obraz wrócił z powrotem.

– Dobrze, dobrze! Patrzę! – poddałem się.

Tam za oczami rzeczywiście znajdował się wszechświat, można było się w nim zanurzyć i rozpuścić.

– Słuchaj, co się dzieje? Co mi pokazujesz? Trzymasz za rękę, a jednocześnie jesteś wszechświatem, Stwórcą i tym wszystkim wszechogarniającym. Dobrze, widzę to wszystko, widziałem wcześniej, ale co to wszystko znaczy? – ale On nie odpowiedział.

Później zobaczyłem, jak stąpa po drodze prowadzącej w dal, ku dalekiej, niedoścignionej szczycie.

– Prowadzisz mnie do Ojca. Jesteś Wszechświatem i jesteś moim przewodnikiem, bierzesz za rękę i prowadzisz. To jest Twoje „powołanie”. Wypełniasz powołanie, podporządkowując się woli Ojca.

Zatrzymaliśmy się.

– Słuchaj, czekaj, poczekaj. Pytanie o powołanie ciągle krąży mi w głowie, pokazujesz mi coś o nim? Rozumiem, że idę tą drogą, bawię się i uczę. I wypełniam przy tym Twoją wolę. Ale, posłuchaj, mogę bawić się na 1000 różnych sposobów, ale dlaczego robię dokładnie to i dokładnie tak, jak robię. Uczysz mnie teraz czegoś, przed chwilą tańczyłeś ze mną i kręciłeś się, ale mogliśmy robić cokolwiek! Oto, spójrz!

I pokazałem Mu to, co robię w życiu. Na drodze pojawiły się stworzone przeze mnie rzeczy, sytuacje. Spojrzał na to wszystko i z takim wyrzutem uśmiechnął się.

– Dobrze, dobrze, to wszystko Ty stworzyłeś przeze mnie, no oczywiście. Ale stworzyłeś dlaczegoś właśnie to, a nie inne! Dlaczego Twoja inspiracja we mnie jest właśnie tam, gdzie jest, a nie w innych rzeczach i sferach.

Wyrzuciło mnie z powrotem do pokoju. W tym momencie weszła moja żona i tuż przede mną rozłożyła przygotowane ubrania, aby córka mogła je wziąć rano przed szkołą. Przyzwyczaiłem się do tego, że podczas medytacji nigdy nic nie dzieje się bez powodu i we wszystkim są podpowiedzi. „Ona się troszczy i przygotowuje z wyprzedzeniem, oczywiście. Do czego to?” – pomyślałem.

Znowu znaleźliśmy się z Nim na drodze.

– Ona się troszczy. Muszę grać w swoją grę i wypełniać Twoją wolę, troszcząc się o innych Twoich sług?.. Słuchaj, co za kolejka górska, zupełnie nic nie rozumiem😅.

Później po prostu staliśmy z Nim we dwoje i patrzyliśmy gdzieś w dal. Jakoś bardzo chciałem wypowiedzieć: „Niech będzie wola Twoja, ale nie moja”. I powoli wypowiedziałem: „Niech będzie Twoja Wola, ale nie Moja. Twoja wola, ale nie moja.” Powtarzałem te słowa raz za razem. Tak oczywiste, ale w tamtym momencie wydawało mi się, że jakby coś nie tak, jakby za nimi było coś jeszcze, czego nie widzę. Coś bardzo ważnego, co On mi pokazuje w tych wszystkich tańcach. „…Twoja wola, ale nie moja…” – taka słodycz, takie szczęście rozlewało się po mnie od wypowiadania tych słów. Przenikałem się troską i miłością, które są zawarte w Jego Woli. Tak minęło trochę czasu. Następnie postanowiłem uklęknąć przed Nim, a tylko zacząłem się pochylać, jak On zatrzymał mnie i podniósł.

– Słuchaj, teraz to nie jest ważne, wstań, idźmy.

On poszedł przede mną, trochę z daleka, usuwając duże kamienie z drogi. Nie dotykał ich, one po prostu odsuwały się z drogi pod Jego wzrokiem.

– Troszczysz się? Ty też się troszczysz? Pokazujesz, że z wyprzedzeniem przygotowujesz drogę przede mną na drodze do Ojca? Tak, dzięki Tobie trochę wyobrażam sobie, Kim jesteś i kim ja, i jaka między nami przepaść, a przy tym Ty sam przygotowujesz przede mną drogę do Swego Ojca. Już samo to jest zdumiewające. Ale wszystko, co dzisiaj się dzieje, to jakieś szaleństwo, po co mi tyle wszystkiego na raz pokazujesz? A mimo to, czy to jest związane z powołaniem?

Jakby w odpowiedzi na te pytania zatrzymaliśmy się.
On podszedł, stanął naprzeciwko, wziął mnie za ramiona i spojrzał w oczy. Widocznie, żeby nie zadawać zbędnych pytań, nie próbować niczego sprawdzać i od razu patrzeć w nie w odpowiedzi.

– Okej, patrzę.

Zapadłem w jego oczy, za nimi była dzwoniąca czarna pustka i taki odległy, cichnący dźwięk przypominający gong. Potem nastała cisza.

– To wszechświat? Wcześniej widziałem tu galaktyki, gwiazdy i planety.

Znów próbowałem dodać coś do obrazu i odejść w stronę znanych mi świateł gwiazd, ale nic nie wyszło, cicha pustka pozostała pustką. A potem jakby z poza tej pustki rozległ się i powoli ucichł niedostrzegalny głos. I przez pustkę przeszedł cienki impuls, trudno go opisać słowami. Po tym impulsie szybko przeleciałem przez pustkę ku Ziemi.

– Ziemia? Pokazałeś, jak Wasza wola stworzyła naszą planetę?

Jakby w odpowiedzi zobaczyłem ją w przekroju, obleciałem powierzchnię, przyjrzałem się górom, chmurom, zieleni. Rzeczywiście nasza Ziemia.

A potem za mglistymi chmurami zaczęły migotać zimno-białym światłem punkty. Jakby ktoś właśnie rozsypał je po powierzchni. Rozsypane były całkiem rzadko. Potem z nich zaczęły wychodzić promienie światła, niektóre po prostu w górę, inne łukami, jak protuberancje na Słońcu, tylko białym półprzezroczystym światłem. I na całej planecie zaczęła wrzeć ta świetlna gra różnych wysokości, intensywności i szerokości promieni.

Spadłem w dół do jednego z świecących punktów i zobaczyłem kobietę siedzącą przy ścianie z dzieckiem. Wyglądała na biedną, ale była całkowicie spokojna, a jej spojrzenie było bardzo… jasne. Jakby czułem jej stan.

– Pokorni?.. Świecące punkty to prawdziwi pokorni, polegający na Tobie? Tak, jakby duża sól rozsypana po ziemi, rzeczywiście tak to wygląda.

Przeniosłem się z powrotem w górę.

– Pokaż mi pokornych w dostatku. W biedzie to jasne, pokaż mi pokornych w obfitości.

Znów spadłem do jednego z punktów i zobaczyłem kobietę siedzącą przy dużym białym stole w luksusowym wnętrzu. Od niej emanowało to samo uczucie spokoju i oparcia wewnętrznego. Gdyby nie zewnętrzne, nie znalazłbym między nimi różnicy. Od niej wznosił się słup półprzezroczystego białego światła i rozchodziły się wokół fale świetlne. Jezus pojawił się obok mnie w pokoju.

– Pomagają Ci rozdać Twój „wi-fi”? Wypełniać Twoją wolę?

W odpowiedzi skinął mi w stronę kobiety.

– Patrz.

Ona wstała i wyszła na ulicę, weszła do sklepu po drugiej stronie ulicy, a potem On wysłał jej taki subtelny… impuls, a zaraz po tym wyjęła przed kasjerem z kieszeni jakiś medalion i jakby z przyzwyczajenia kręcąc go w rękach, zapłaciła. Spojrzenie kasjera padło na medalion i w tym momencie w jego głowie przebiegła seria skojarzeń, po których uświadomił sobie coś bardzo ważnego w życiu. Zastanowił się i zdecydował na jakiś krok.

Przenieśliśmy się z powrotem do domu. Kobieta przy tym samym stole pisała komuś wiadomość w messengerze. On znów skinął mi w jej stronę.

– Patrz.

Od Niego odeszła przezroczysta fala i dotykając kobiety, zrodziła w niej inspirację i chęć napisania rozmówcy określonej rzeczy. Wysłała wiadomość, a my przenieśliśmy się do adresata i zobaczyliśmy, jak napełniła go ciepła, dobra radość z przeczytanego.

Jezus znów stał się wszechświatem wokół mnie i przeniosłem się w górę, nad ziemią. Tym razem zauważyłem, że niektóre z słupów światła są całkiem cienkie, inne grubsze, ale są też po prostu ogromne.

– Pokażesz mi ten ogromny promień?

Przenieśliśmy się do jakiegoś domu. U siebie w gabinecie w fotelu przy biurku siedział mężczyzna i coś rozmyślał. Jezus bardzo ciepło się uśmiechając podszedł do niego, jakby czytając jego myśli i dobrze rozumiejąc, co w nich jest zawarte.

– Twój bardzo pilny sługa? – zapytałem.

I tu znów znaleźliśmy się na drodze we dwoje. On podniósł mnie jak dziecko i postawił sobie na ramiona! Wyprostowałem się i stanąłem w pełnym wzroście. Następnie On biegł po drodze zygzakiem, trzymając mnie za nogi, żebym nie upadł, śmiejąc się i buczeniem jak samolot! No dokładnie jak dorośli bawią się z dziećmi! Utrzymanie równowagi było całkiem proste, ja też się śmiałem))).

– Ha-ha-ha))) Stój, postaw)) Wiesz, że już chcę to wszystko zapisać, ten, kto to będzie czytał, pomyśli, że to wszystko bzdura!)) Ha-ha-ha)) Co to wszystko znaczy?))

On zdjął mnie i posadził na ramionach, jak zwykle nosi się dzieci. Następnie po prostu poszedł naprzód drogą. Starałem się zapamiętać te chwile. Wiatr, wiejący nam w twarz, trochę kołyszący w oczach od kroków krajobraz. „Pomyśleć tylko, Ty niesiesz nas sam po tej drodze, nie zważając na całą niepojętą przepaść i różnicę między nami…” – przemknęło mi przez głowę. Kiedy teraz zapisuję te słowa, napływają mi łzy do oczu. Swoją nędzę (cześć, św. siostro Faustyno 😉) można poczuć i tak, bawiąc się z Nim.

On postawił mnie na ziemi.

– Pokazywałeś mi, że aby odkryć przeznaczenie, trzeba całkowicie polegać na Tobie i Twojej woli? Jak polegasz na Woli Ojca? Nie trzeba niczego szukać, Ty sam będziesz przez nas wszystko robić jak przez tych pokornych? Ale po co wtedy wszystkie te sposoby określania swoich mocnych stron i… Są nam potrzebne, jeśli nasz sposób myślenia przypomina grzech pierworodny i nie możemy całkowicie oprzeć się na Tobie i przyjąć Twoją wolę? Powołanie – to taka sama iluzja, jak świat i nasze ciała? I działa tylko, gdy jesteśmy na ziemi?.. – z moich ust wyrwał się strumień myśli i wniosków, umysł rozpaczliwie próbował znaleźć sens w tym, co się dzieje i jakoś uzasadnić to, co zobaczyłem.

On uśmiechnął się i pokręcił głową. Musimy kończyć na dzisiaj, a odpowiedzi zapewne będą później. Poczułem silne zmęczenie fizyczne.

– Eee... I jak mam teraz się z Tobą pożegnać)? Dopiero co się tu bawiłeś i mam padać na kolana))?

On po prostu objął mnie na pożegnanie i prosto z objęć rozpuścił się w powietrzu, jakby przechodząc przeze mnie.

– Teraz do następnej medytacji będziesz wokół w wydarzeniach i otaczającym świecie)?..

Przeniosłem się do swojego pokoju.


No jak?😄
To dopiero atrakcja). Jeśli pomnożyć tę fabułę przez intensywne uczucia, które jej towarzyszyły, to mniej więcej można sobie wyobrazić stopień mojego zdumienia i niezrozumienia).

Tuż po medytacji podzieliłem się z żoną i wszystko jej opowiedziałem). Stopień jej zdumienia był nieporównywalnie mniejszy niż mój, ale mimo to))).
Podczas opowiadania zauważyłem, że obrazy i wspomnienia topnieją jak śnieg pod ciepłym deszczykiem, jak jasny sen, tak szybko znikający z pamięci z rana po przebudzeniu.
Dlatego postanowiłem od razu zapisać to, co pamiętałem. Wziąłem komputer, włączyłem go i przed rozpoczęciem zwróciłem się do Chrystusa: „Słuchaj, bardzo chcę to zapisać na pamiątkę, ale nie wiem, czy warto to robić. Proszę, po prostu wyłącz komputer, jeśli to niepotrzebne. Często tak mnie poprawiasz)). Zatrzymam się i nie będę do tego więcej wracać”. Myśląc to, zacząłem zapisywać wszystko, co było w pamięci. Komputer działał jak należy, szybko wszystko zapisałem i zbliżałem się do końca.
Gdy tylko dopisałem ostatnie zdanie i postawiłem kropkę, monitor zamigotał i komputer się wyłączył!))) Roześmiałem się wesoło i poszedłem spać)).

Teraz o tym, po co to wszystko było potrzebne i jaki w tym sens.

W drugi dzień po medytacji nagle zauważyłem, że zupełnie inaczej czuję Chrystusa i zwracam się do Niego. Bardzo bezpośrednio i łatwo, bez barier.
Święty Ignacy w Ćwiczeniach Duchowych pisał, że rozmowę z Chrystusem należy prowadzić tak, jak przyjaciel rozmawia z przyjacielem, i we wszystkim pytać o radę (ĆD 54). I rzeczywiście, od dawna przyjąłem tę bardzo cenną rekomendację, i bardzo pomaga w modlitwie. Ale mimo to, nie przyjąłem jej do końca. Aby było jaśniej, podam przykład.

Wyobraź sobie, że jakiś czas temu poznałeś i zaprzyjaźniłeś się z pewną osobą. I okazało się, że ta osoba jest bardzo potężna, jak prezydent silnego i dużego kraju lub dużej korporacji. Wasza przyjaźń z czasem się umocniła, teraz się komunikujecie i całkowicie jej ufasz, ale zdając sobie sprawę z jej władzy i pozycji społecznej, utrzymujesz pewien dystans, przez pryzmat zasad przyzwoitości itp. I nagle pewnego dnia zdarza się sytuacja, w której ona zaczyna się z Tobą bawić, grać jak z dzieckiem i żartować)). Po tym Twoje nastawienie do niej stanie się znacznie bardziej bezpośrednie, bez ram i konwencji, prawda?) Niemniej jednak, to ani trochę nie zmniejszy szacunku do niej ani uznania jej władzy i zasług.

Dokładnie taka sytuacja wydarzyła się ze mną – w tym niezrozumiałym figlowaniu zatarły się bariery. I wydaje mi się, że to bardzo, bardzo ważna zmiana, która jeszcze bardziej usuwa konwencje i zachęca do radości. Słyszenie i rozumienie staje się prostsze. Zwracanie się staje się prostsze. Za każdym razem, gdy zauważasz Jego, radość z Jego obecności staje się prostsza. Tak samo łatwo, jak wtedy, gdy cieszysz się na widok swojego dobrego przyjaciela, zauważając go w oddali na ulicy. Przyjmowanie od Niego wszystkiego, co jest, staje się znacznie prostsze. Można szczerze się dziwić, żartować i bawić się okolicznościami. Krótko mówiąc, jakość komunikacji jest zupełnie nowa.
Głęboko zastanawiałem się, czy to może zaszkodzić, i doszedłem do wniosku, że mało prawdopodobne, ponieważ zapomnieć o tym, że przed Tobą jest Pan i Stwórca, jest niemożliwe))).