Przysięga

Nadya Rudyak · · Series: Two in a boat

Przysięga

ДУ 91-98

Po kontemplacji podróży Jezusa i Jego kazań wyobrażam sobie „pewnego ludzkiego króla” i rozpoznaję w nim ukoronowanego Aragorna, przed którym kłaniają się wszyscy — ludzie, krasnoludy, elfy — i wszyscy patrzą na niego z nabożnym podziwem. Łatwo to zobaczyć; właśnie takie uczucia Aragorn zawsze we mnie budził.

I w Jezusa przemienić go wcale nie jest trudno; z zaskoczeniem myślę o ich pewnym podobieństwie w wyglądzie i o tym, że wcześniej nie przychodziło mi to do głowy.

Kiedy wyobrażam sobie, jak On wygłasza Swoją mowę, przy słowach o tym, że można będzie dzielić z Nim sposób życia — tak samo jeść i pić, tak samo odpoczywać lub nie — ogarnia mnie jakieś dziecięce zachwycenie. Na frazie „musisz ze Mną pracować” w mojej duszy rozkwitają kwiaty i zaczynają przychodzić obrazy, jak robimy z Nim coś razem, coś prostego, co robi się w podróży — rozpalamy ognisko, przygotowujemy jedzenie.

Później wizualizacja jakby się zacina, próbuję się ustawić i po chwili rozumiem, że widzę bezkresne, zaśnieżone pole z góry i jak po nim pędzi samotna skuter śnieżny. Czuję się siedząca za jego sterami i rozumiem, że jadę — jadę — jadę i nie wiem dokąd. Nie ma znaków, drogowskazów, śladów ani drzew. Nic. Pod śniegiem co jakiś czas trafiają się kamienie, których nie widać, i przejeżdżam po nich, prawie się nie przewracając. Rozmyślam, co znaczy ten obraz — ruch po bezkresnej przestrzeni bez punktu orientacyjnego i z ukrytymi przeszkodami. Potrzebny jakiś kompas.

I wtedy przypominam sobie naszą wieczorną rozmowę z Jurą i Rusłanem, rozmawialiśmy o tym ruchu duszy, który prowadzi nas do Niego, o tym, że odczuwany jest jako pewne pociągnięcie, które raz jest silniejsze, raz słabsze, raz znowu się rozgorzeje. Pociąg do Niego.

Do tego Pociągu dołączyło uczucie zachwytu, miłości do swojego Przeznaczenia i wdzięczności wobec Niego za to, że tak wszystko zaplanował — powierzyć nam zadanie, które najbardziej sprawia nam przyjemność. Trzecim składnikiem stało się to trudno opisywalne uczucie wewnętrznej bezchmurności, które nadeszło do mnie natychmiast, gdy odeszły troski. Oto mój kompas — Pociąg do Niego, Przeznaczenie dla Niego i Bezchmurność.

Zniknęło u mnie poczucie, że jadę gdzieś bez celu; nie, gdzieś czekają na mnie domy, i tam jest ciepło, stawiają czajnik i wyglądają przez okno — czy nie przyjadę?

Cała ta ziemska Droga — powrót do domu.
Dom jest tam, gdzie Ty.
Dom we mnie, w moim wnętrzu.
A Ty trzymasz klucz.

***
Widzę morze bardzo pięknego, niebieskiego koloru i stromy brzeg porośnięty sosnami, i słońce przeświecające przez drzewa. Widzę siebie klęczącą na tym brzegu i Jego przede mną.

Patrzę na Niego od dołu ku górze — On jest boso, w długiej, prostej koszuli aż po kostki, którą targa wiatr.
Na głowie ma prostą, cienką, bardzo finezyjną koronę, od której promieniuje delikatne światło.

Czuję szczęście.

Mówię Mu, że pójdę z Nim aż do końca.

Wydaje mi się, że ta decyzja została podjęta już dawno i On o tym wie, ale teraz — to prawdziwa przysięga.

Jakby z boku widzę, jak stoimy objęci w tym bajecznie pięknym miejscu, i gra muzyka, jakby to było ujęcie z filmu.

Filmu z happy endem.