Rozważania o Różańcu Matki Bożej
Руслан Исламов · · Series: Наедине с душой

Dziś Kościół Katolicki obchodzi święto Matki Bożej Różańcowej, poświęcone objawieniu Matki Bożej świętemu Dominikowi w 1214 roku, któremu została objawiona modlitwa, która stała się dzisiaj tradycyjna dla katolicyzmu; to ta sama modlitwa na paciorkach. Różaniec katolicki nie powinien być mylony z prawosławnymi paciorkami, ponieważ istnieją pewne różnice: sto węzłów, na których modlą się zazwyczaj tylko mnisi (w wielu parafiach świeckim zabrania się modlitwy na nich, podczas gdy w katolicyzmie modlitwa Różańca jest wręcz pożądana nawet dla dzieci), a w prawosławiu modli się na nich "Modlitwę Jezusową", podczas gdy na katolickich paciorkach odmawia się kilka podstawowych modlitw (patrz obrazek).
Ale dziś chciałbym porozmawiać nie o tym; a nawet nie tyle o tym. Interesuje nas połączenie wiary i wiedzy.

Obraz pochodzi z serwisu posolstvolyubvi.com.
Jestem najbardziej typowym człowiekiem współczesnej epoki, czy mi się to podoba, czy nie. Trudno mi przyjmować coś na wiarę i robić coś tylko dlatego, że ktoś tak powiedział; potrzebuję jakiegoś przekonującego racjonalnego wyjaśnienia, albo, nawet jeśli jest to niewytłumaczalne, to praktycznej korzyści. Wśród nas jest wielu takich, i to całkiem normalne w naszych czasach.
Od samego początku mojej drogi trudno mi było poważnie podchodzić do jakichkolwiek modlitw religijnych, szczególnie tych, które mają wyraźną strukturę z sekwencją i sztywną formą. Cieszę się z ludzi, którzy potrafią mieć bezwarunkową wiarę, ale ja sam jestem "obciążony" racjonalizmem, nawet będąc idealistą ("chcę wierzyć, ale trudno mi uwierzyć").
W momencie, gdy zaczynałem poznawać Pana, już szedłem drogą nauki psychologii analitycznej, więc modlitwa Różańca od razu przyciągnęła moją uwagę, nawet z sceptyczno-naukowego punktu widzenia. Widziałem w tej modlitwie dobry potencjał.
Jak już wielokrotnie wspomniano wcześniej, należę do jungowskiej szkoły psychologii analitycznej. Zgodnie z tym podejściem, w każdym człowieku z definicji obecne są dwie "osobowości" (nazywam je "osobowościami" obrazowo, dla uproszczenia zrozumienia): ego-świadomość (punkt, z którego postrzegamy świat zewnętrzny i wewnętrzny) oraz nieświadomość (wszystko, co wpływa na nasze stany, emocje, myśli, zachowania itd.; wszystko to, co możemy jedynie podejrzewać, ale nie jesteśmy w stanie odkryć i całkowicie przeanalizować ego-świadomością).
Współczesny człowiek fanatycznie zanurza się w ego-świadomości, szczerze wierzy, że dobrze zna siebie, rozumie swoją naturę i zarządza swoją duszą. Nasza kultura w różnoraki sposób to wspiera. Z dumą zachwycamy się swoimi myślami i emocjami jako własnymi "osiągnięciami", całkowicie tracąc kontakt z naszą nieświadomością "świadomości".
A nieświadomość na to bardzo mocno "obraża się", tworząc nam wiele psychologicznych, a nawet często fizycznych kłopotów, których natury technicznie nie jesteśmy w stanie zrozumieć ("nie wiem, co mnie dopadło", "wydaje się, że wyniki są dobre — a i tak boli", "nigdy nie myślałem, że jestem zdolny do czegoś takiego"). Ona (nieświadomość) może i chciałaby nie karać swojego "pilota-świadomości", i w tym sensie można powiedzieć, że to nie nieświadomość stwarza nam takie przeszkody, ale my sami w nie uderzamy, odmawiając słuchania naszego słynnego wewnętrznego głosu (a to nie tylko sumienie i intuicja, chociaż w pełni je obejmuje).
Modlitwa Różańca, jak i wszelkie wschodnie mantry, jest potężnym narzędziem w dziele pojednania ego-świadomości z nieświadomością. Zacznijmy krótko od tego, jak odmawia się Różaniec.
Najpierw, jak wskazano na obrazku powyżej, modlący się "wchodzi" w modlitwę przez znak krzyża i odmawianie jednej z podstawowych modlitw katolickich "Wyznanie wiary"; następnie odmawia się "Ojcze nasz" i trzy razy "Zdrowaś Maryjo" za "pomnożenie wiary, nadziei i miłości". W trakcie tych czterech modlitw, modlący w rzeczywistości przygotowuje swoją ego-świadomość do snu na jawie. Następnie zaczyna się sama modlitwa Różańca.
Już wcześniej pisałem o wyobraźni; nasze fantazje i sny to najpotężniejsze narzędzia pracy nieświadomości, za pomocą których ma ona możliwość komunikowania się z nami (tzn. z naszą ego-świadomością) bezpośrednio.
Jednak dzięki naszemu "troskliwemu" ego-świadomości, efektywność tych narzędzi znacznie maleje: sny są wysyłane na poszukiwanie senników, a wyobraźnia jest stygmatyzowana jako "tylko fantazje". Ostatnie, oprócz tego, często poddawane są przymusowej autocenzurze i sugestii; nieustanny rój myśli i uprzedzeń przygniata wyobraźnię betonową ścianą i obcina ją jak na łożu Prokrusta. Już wschodni mnisi rozumieli podstępność iluzorycznego świata, którego głównym źródłem jest ludzkie oceniające myślenie materialne.
Na szczęście to "myślenie" (chociaż poprawniej byłoby nazwać je quasi-myśleniem) — jak wszystko sztuczne i napuszone — ma bardzo ograniczoną ilość zasobów; ego-świadomość bardzo łatwo poddaje się przeciążeniu (czym aktywnie posługują się współczesne firmy marketingowe, na przykład). Jakikolwiek impuls i niepokój ofiary — zastosowanie kilku źródeł z aktywnym sygnałem wysyła ego w stan odrętwienia. To właśnie jest nam potrzebne.
Dla nieprzygotowanego czytelnika może to brzmieć dziwnie, a nawet dziko, ale prawdziwa świadomość — to zdolność świadomego podporządkowania świadomości nieświadomości. 🤷🏻♂️
Ale wróćmy do początku modlitwy. Jak można zauważyć, w każdej instrukcji do Różańca, co dziesięć małych paciorków (między pięcioma dużymi) dzieli się na pewne "Tajemnice", których jest również pięć. Najpierw technicznie po paciorkach: na małych paciorkach odmawia się "Zdrowaś Maryjo", łącznie 50 razy (oprócz 3 na samym początku), a na dużych między nimi "Ojcze nasz". Tutaj wszystko jest dość proste: te modlitwy, jak i ich kolejność, nigdy się nie zmieniają. Powtarza się je jedna po drugiej, jak mantrę.
Jak niektórzy czytelnicy mogą już się domyślić, wszystko, co najciekawsze, zawiera się w tajemnicach: to pięć biblijnych scen z życia, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa; w różne dni tygodnia modlitwa odmawia się według pięciu scen z pięciu różnych okresów czasowych (okres od narodzin do młodości Jezusa, męka i ukrzyżowanie, zmartwychwstanie i dziedzictwo Chrystusa, oraz — stosunkowo świeże uzupełnienie — okres od chrztu Jezusa w Jordanie do Ostatniej Wieczerzy; tę tajemnicę wprowadził Jan Paweł II).
Na przykład w piątki odmawia się tak zwane "Tajemnice Bolesne" — pięć scen z okresu męki Chrystusowej: modlitwa w Ogrodzie Getsemani, biczowanie Chrystusa, nałożenie korony cierniowej, droga Jezusa z krzyżem na Golgotę i samo ukrzyżowanie.
Więcej o tajemnicach i Różańcu można przeczytać tutaj.
Co mamy w rezultacie? Wypowiadamy 55 identycznych modlitw, nie licząc trzech wstępnych. Każdy duży paciorek oznacza początek nowej sceny; w naszym przykładzie — pierwsze odmawianie "Ojcze nasz" jest początkiem fabuły "modlitwy w Ogrodzie Getsemani". Odmawiając następne dziesięć "Zdrowaś Maryjo", rozważamy tylko ten fragment. Aby to zrobić, przynajmniej trzeba przeczytać o modlitwie w Getsemani w Ewangeliach, a jeszcze lepiej, jeśli w pamięci pozostały fragmenty z filmów o Chrystusie (największy film wszech czasów Mela Gibsona "Pasja" zaczyna się właśnie od sceny w Getsemani).
W niektórych modlitewnikach pod każdą częścią wskazany jest "owoc tajemnicy" — serce rozważania (na przykład modlitwa w Ogrodzie Getsemani ma owoc "posłuszeństwo woli Bożej"), chociaż orientacja na proponowane owoce powinna być utrzymywana tylko na początku tej praktyki; w dalszej kolejności warto puścić temat z modlitewnika i pozwolić tajemnicy odkryć aktualny dla modlącego się wewnętrzny nieświadomy aspekt.
Nigdy nie zapomnę, jak próbowałem "poprawnie" odmawiać Różaniec za pierwszym razem: powtarzasz modlitwę raz za razem, jednocześnie próbując namalować w wyobraźni biblijną scenę, a jeszcze w jakiś sposób przyczepić do tego jakiś użyteczny wniosek, "owoc tajemnicy". To po prostu nie do zniesienia, bo gdzie wtedy schować myśli o tym, że za oknem głośno przejeżdża ciężarówka, a dzieci szaleją na placu zabaw? Jak można wtedy rozmyślać o tym, jak pogardliwie rano w sklepie spojrzała na mnie kasjerka, i co będzie na kolację?
Jak w każdej medytacji — na początku zawsze dzieje się prawdziwe wewnętrzne piekło. Na tym etapie wielu wierzących dopuszcza słabość — czynią swoje odmawianie Różańca czysto mechanicznym. Nie, skoncentrowanie się na powtarzaniu tych samych zdań już daje niezły efekt, ponieważ przynajmniej na pół godziny "zamyka" chaotyczne strumienie myślowe wiecznie brzęczącego ego-świadomości, a to daje nieświadomości trochę czasu na pracę nad nami w myślowym spokoju.
Jednak gdy modlącemu się uda podporządkować tę ciszę spokojnemu i miarowemu wewnętrznemu obserwowaniu obrazów, które maluje wyobraźnia, wyniki mogą okazać się przekraczające wszelkie oczekiwania.
Nieświadomości łatwiej jest mówić z nami przez obrazy, jednak często, jak w przypadku snów, dobiera je w przypadkowy sposób, przez co często budzimy się jeszcze bardziej zdezorientowani. Kiedy jednak dajemy nieświadomości "temat", natychmiast stara się wydobyć te obrazy, które zgadzają się z głównym tematem naszej wizualizacji, i przy tym przez asocjacyjne obrazy są w stanie przekazać ego-świadomości ważne wewnętrzne informacje. Najważniejsze to je dostrzec.
Powtarzając modlitwy, szczególnie doprowadzone do automatyzmu, jakby usypiamy tę świadomość, która wiecznie zalewa nas niepotrzebnymi myślami, bezpodstawnymi ocenami i osądami i robi wszystko, abyśmy byli skoncentrowani na swoich nerwicach. Przy tym jakby pozostajemy w pokoju i możemy obserwować, jak do sypialni ego-świadomości cichymi krokami wkracza nieświadomość (patrz Boży obraz w nas) i stara się coś nam powiedzieć.
Warto jeszcze osobno zwrócić uwagę na fizyczne działanie — a mianowicie przesuwanie palcami paciorków. Chociaż wielu katolickich duchownych mówi, że obecność samych paciorków nie jest konieczna (przecież jest dziesięć palców rąk), to jednak uważam za ważne zaznaczyć, że "przesuwanie" paciorków (lub poduszek palców) z modlitwą jest istotne nie tylko po to, aby nie zgubić rachunku, ale także jako jeszcze jedno źródło "hałasu" dla ego-świadomości, na które będzie musiało rzucić wszystkie pozostałe siły, uwalniając jeszcze więcej miejsca dla pracy nieświadomości przez wyobraźnię.
Oczywiście na początku będzie to niezwykle trudne. Szczególnie, jeśli modlący się po raz pierwszy styka się z tymi modlitwami; na początek oczywiście będzie musiał je wyuczyć do automatyzmu, aby umieć je odmawiać, nawet gdy obudzi się w nocy. Ale nawet po tym nie będzie łatwiej. Ego nie jest przyzwyczajone do ustępowania miejsca komuś innemu, poza sobą, tak jak człowiek nie słyszy Boga, po prostu dlatego, że nie chce Go usłyszeć. Myśli i osądy będą bezustannym strumieniem spadać i wytrącać z równowagi. I tak jest.
Dlatego w takich modlitwach jak Różaniec ważne są stałość, regularność i upór. Odwróciłeś się? Nic strasznego: uświadomiłeś sobie, że się odwróciłeś, i znów wróciłeś do modlitwy. Podobało mi się, jak swoją motywację do odmawiania Różańca wyjaśniła jedna siostra zakonna: modlić się, aby "przeczesać" swoje myśli.
I w serii tych publikacji, specjalnie nie powiedziałem ani słowa o tym, jak Pan działa przez modlitwę, z "religijnego" punktu widzenia. Ale po pierwsze, o tym i tak dziś dużo piszą na katolickich zasobach w związku ze świętem, a po drugie, jak mi się wydaje, informacji na dzisiaj wystarczy. Powiem tylko jeszcze to.
Problem takich modlitw kryje się w "przyzwyczajeniu": wierzący w tych rozważaniach zbyt mocno akcentują dogmatyczność i nie są w stanie dostrzec tego, co Bóg naprawdę chce im przekazać; niewierzący odnoszą się do tego z wyniosłym sceptycyzmem, często umniejszając znaczenie własnej wyobraźni, a co za tym idzie, wewnętrznych treści. Ostatecznie, obie strony cierpią w równym stopniu. Pan zawsze trzyma się złotego środka.
"Musimy czytać Biblię, inaczej nie zrozumiemy psychologii. Nasza psychologia, życie w ogóle, nasz język i obrazowy świat mają w podstawie Biblię" Karl G. Jung, The Visions Seminars, część 1, str. 156.
Do zobaczenia. Pan z wami.