Spacerzy

Nadya Rudyak · · Series: Two in a boat

Spacerzy

Marka 1 16-20

I rzekł im Jezus: idźcie za Mną, a uczynię, że będziecie rybakami ludzi.

#listdoJury

Wczoraj wieczorem, odkrywając, że od dłuższego czasu siedzę i myślnie kłócę się z moją mamą, wyobrażając sobie, jak zareaguje na moją utratę pracy, widząc, jak jestem zła, oburzona, ile we mnie agresji, która po prostu wrze we mnie i sprawia ból, modliłam się, aby On pomógł mi stać się silną i nie zależeć od opinii, od wpływu innych, nawet tych najbliższych. To było kilka godzin przed medytacją.

Zaczęłam wizualizować fragment z rybakami. Zobaczyłam siebie na brzegu: mała fala uderzała o łagodny brzeg, a w mojej głowie brzmiała muzyka z kreskówki "Dziewczynka i delfin". Wydawało mi się to nieodpowiednie i rozpraszające, ale nie mogłam jej usunąć. Zobaczyłam Go obok siebie, od razu wziął mnie za rękę. Natychmiast zaatakowały mnie duchy wątpliwości - czy tak? Od razu za rękę? Próbowałam ją odsunąć lub jakoś inaczej zobaczyć obraz - bezskutecznie) Znaczy, wszystko jest w porządku. Poszłam z Nim.

Nie bój się.

Zawstydziłam się. Rzeczywiście, po wczorajszym było mi straszno. Starałam się zaufać i uspokoić.

Szliśmy brzegiem, w mojej głowie przeszła myśl - czy On naprawdę będzie ich wzywał tak, ze mną?? Tak, dokładnie tak))

To było zabawne, kiedy mówił "uczynię, że będziecie łowić ludzi", trzymając mnie za rękę - jakby, patrzcie - jednego złapałem))) i wy złapiecie)))

Zapamiętałam, jakie były wyrazy twarzy rybaków, gdy patrzyli na Niego - zainteresowanie, czci, światło.

Prawdopodobnie to się zdarzyło z powodu Andrzeja, ale nagle w mojej głowie zaczęła grać jedna z moich ulubionych piosenek, kochałam ją na długo przed tym, jak przyszłam do Boga:

"Z przystani łowił apostoł Andrzej, a Zbawiciel chodził po wodzie

I Andrzej wyciągał z wody piskorze, a Zbawiciel zgubionych ludzi"

Przeszliśmy trochę pod tę piosenkę, a miejsce zaczęło się zmieniać.

Tym razem zmiana lokalizacji była powolna, nie udało mi się od razu przejść, w przeciwieństwie do poprzedniej, gdzie rzucało mną jak kawałkiem drewna)

Siedzieliśmy w bardzo ciemną noc przy ognisku na kłodzie. Wokół nic nie było widać. Potem, przyglądając się, zauważyłam, że noc ustępuje, staje się ciemno-szaro-niebieska. Powiedziałam:

— Wydaje się, że świta.

On wziął mnie za rękę i poprowadził. Stawało się coraz jaśniej i zobaczyłam zarys rzeki w oddali. I od razu wszystko zrozumiałam.

— Tak, no nie może być.

On przeszedł kilka metrów po rzece i czekająco zwrócił się do mnie.

Dla mnie chodzenie po wodzie zawsze było znakiem Świętości, i czymś, co trzeba zasłużyć, może z powodu tekstu piosenki o rybaku, nie wiem. Przecież uformowałam się wśród ateistów, nie rozumiem tego, tylko czuję.

Próbowałam postawić krok i od razu zmoczyłam nogę.

No, oczywiście. Nie trzeba próbować. Trzeba po prostu iść. Jak wczoraj, nad morzem. Chodziłam tam całkowicie spokojnie, ale nawet nie zwracałam na to uwagi, nie miałam na to czasu. Przypomniałam sobie swoje odczucia. Przyszła jakaś trudna do opisania pewność, i spokojnie poszłam prosto nad wodą. Tak, dokładnie tak samo jak wczoraj, nic trudnego! Chodziłam wokół niego, podskakiwałam w miejscu. No co? On stał i czegoś czekał.

Tak) Czego się uczę?)

Stoję na wodzie, ponieważ wiem, że mogę. Wiem, wierzę, że to możliwe.

W jakich sprawach brakuje mi wiary?

W głównych. Nie wierzę naprawdę, że mogę pomagać ludziom, że mogę śpiewać lub grać na instrumencie, lub rysować, że mogę nie zależeć od opinii bliskich, że mogę całkowicie i we wszystkim zaufać Tobie.

— Jak związane są zaufanie i pokora?

Dobre pytanie) Czuję teraz tak:

Zaufanie - to kiedy opieram się na tym, że moje Prawdziwe Dobro dla Ciebie jest najważniejsze.

A Pokora pomaga nie przeszkadzać prowadzić mnie do tego Dobra.

Podeszłam do Niego, wziął mnie za ręce i podniósł na około pięć metrów w górę. I płynnie uniósł się za mną.

No tak, stało się wyżej, ale to nic nie zmienia, prawda? Mechanizm chodzenia jest ten sam, oto chodzę... ale w czym on właściwie?

Na co się opieram, kiedy chodzę po wodzie lub powietrzu? Na Twoim doświadczeniu - widzę, jak chodzisz. Na Twojej wierze we mnie.

Tak, ale to wszystko nie to, nie to... Chodziłam w kółko, wyobrażałam sobie schody przed sobą i to wchodziłam po nich, to schodziłam, mamrotałam pod nosem, czułam, że jakaś ważna myśl wisi na krawędzi świadomości i nie daje się. Prawdopodobnie w tym momencie przypominałam Kubusia Puchatka, idącego przez las i mamrotającego swoje wierszyki) Czułam, jak On się uśmiecha.

Stop. Nie dopuszczam wątpliwości. Oto to. Po prostu nie myślę o niepowodzeniu, nie ma go w moim zamiarze, tylko spokojna pewność.

Nie dopuszczam myśli o moim niepowodzeniu. I mi się udaje.

Staliśmy bardzo wysoko nad ziemią, już prawie na granicy kosmosu, widziałam w dole zarysy kontynentu. Tak, boję się wysokości, ale teraz nie. Nie ważne ile metrów do ziemi. Wyobraziłam sobie w rękach skakankę i zaczęłam przez nią skakać - do przodu, do tyłu, na jednej nodze, na drugiej. Potem powiedziałam:

— Patrz.

Wzięłam skakankę do prawej ręki, wyciągnęłam ją na bok i rozluźniłam palce. Skakanka poleciała w dół. Zostałam na miejscu.

Wszystko się zamgliło, płynnie przechodziliśmy w nowe miejsce.

Zimno, wąski, szczeciniasty szczyt górskiego grzbietu, prawie nic nie widać przez straszną śnieżycę. On idzie przede mną. Jestem boso. On mnie rozebrał!))

Chodzić boso po ostrych kamieniach pokrytych śniegiem - to coś) I wtedy myślę: a co to ja? I spokojnie poszłam nad nimi) Potem mentalnie stworzyłam wokół siebie nieprzenikniony kokon i śnieżyca oddaliła się ode mnie na kilka metrów. I ogrzałam się, również siłą myśli. Potem chciałam ogrzać Jego, ale czułam, że mi się nie udaje.

Tak, mogę nie pozwalać dotykać siebie temu, co uważam za wrogie, lub nieprzyjemne, lub niepożądane. Mogę wybierać, jak mam iść - kalecząc nogi o kamienie, lub stąpając równo, nie dotykając ich.

On podszedł do mnie i znalazł się w mojej ciepłej bańce bez śniegu. Na końcówkach Jego włosów stopniał śnieg. I uświadomiłam sobie, że ogrzać można tylko tego, kto sam przyszedł się ogrzać.

Czas medytacji zbliżał się ku końcowi, i poprosiłam:

— Pożegnajmy się nie tutaj, dobrze?

Znaleźliśmy się przy ognisku. Zaczął padać deszcz, podeszłam do Niego i otworzyłam nad nami niewidzialny parasol. Staliśmy tak, obejmując się, a ja mówiłam Mu w pierś wszystkie swoje podziękowania. Potem pocałowałam w brodę (ja mam wzrostu do Jego ramion) i wróciłam z medytacji.

I dopiero wtedy zrozumiałam, że On dał mi dokładnie to, o co prosiłam.

Niesamowity. ❤️