Dlaczego, Ojcze?
Руслан Исламов · · Series: Наедине с душой

Tato, dlaczego mnie słuchasz?
Popełniłem tyle zła, tyle złych myśli wcieliłem w życie, tyle gniewu i zamieszania wywołałem, tyle nienawiści zasiałem, tyle wątpliwości wzbudziłem. Patrzę na pole usiane moim grzechem i cierpliwie czekam na Twoją odpłatę, a nawet jej pragnę.
Tyle ostrych kamieni włożyłem w ręce przeklinających Twoje imię, tyle biczów spleciłem na Twoje plecy, tyle przekleństw poświęciłem Twojemu imieniu, Panie mój.
Ale zamiast ognistego deszczu, zamiast bezdennego kotła dla mojego twardego czarnego serca, zamiast palącego gniewu Twego — słyszę w ciszy Twój czuły, kochający głos.
Ciepło Twojej niewytłumaczalnej miłości wypełnia naczynia mojej upadłej i grzesznej duszy. Łzy miłosierdzia i ojcowskiej czułości nasycają moje serce. Ty z miłością mnie wołasz.
Kto ja jestem, że z nieskończonego oceanu Twoich prawych i kochających ludzi wybrałeś mnie, spojrzałeś na mnie, poznałeś moje imię i zawołałeś je? Dlaczego mnie słuchasz, dlaczego wsłuchujesz się w mój ochrypły od nienawiści głos? Dlaczego mnie kochasz?
Nigdy nie rozumiałem, choć bardzo starałem się zrozumieć Ciebie i Twoją miłość do mnie. Tak wiele grzeszyłem i nadal grzeszę każdego dnia. I ilekroć się nie nawracam każdego dnia — jak pies wracam do swoich wymiocin, nic mnie nie odwraca. Czym ja, upadła i grzeszna do granic swojej istoty dusza, zasłużyłem na tak cenną uwagę swojego Stwórcy?
Kto ja jestem, że tak uważnie wsłuchujesz się w moje słowa?
Znałem i znam tak wielu godnych ludzi, prawych i uczciwych, którzy od początku kroczą swoją drogą pod Twoim imieniem. Tyle światła i dobra z ich czynów, tyle nadziei i miłości z ich słów, tyle wiary i czułości z ich myśli...
A co dostrzegłeś w moim sercu, pełnym grzechu i chłodu?
Mój grzech nie jest wymyślony ani urojony. Codziennie popełniam wiele zła przed Twoimi przykazaniami. Moja dusza jest czarna, i choćbym nie wiem jak wysoko patrzył w swoich modlitwach ku niebu, moja dusza jest jak świnia — tylko patrzy pod swoje czarne kopyta.
Dlaczego dajesz mi tak wiele? Wokół jest wielu godnych, wielu pokornych i prawych, dlaczego tracisz na mnie tyle swojego światła i miłości? Nawet gdy moja ręka zwisa wzdłuż nogi, tonącej w bagnie małoduszności, Ty ją ściskasz i podnosisz do swoich ust.
Ludzie mówią mi, że Twoja miłość jest dla mnie niepojęta, ale nawet to jest pustym dźwiękiem wobec Twojej łaski i dobroci. Wszelkie pochwały wychodzące z ludzkich ust są tylko żałosnym cieniem mojej miłości do Ciebie, Panie mój i Boże mój. I choć inni mogą widzieć w tym pychę mojego ciała, nie będę ich przekonywał — bo grzech mojej duszy jest cięższy niż jakiekolwiek oskarżenie. Nawet w mojej odzie widzę tylko żałosną próbę choćby w jakikolwiek sposób usprawiedliwić to bezkresne wszechświatowe zainteresowanie, które Ty niezasłużenie hojnie mi darzysz, grzesznemu...
A jednak Ty mnie kochasz.
Tylko Ty chcesz mnie zrozumieć. Tylko Ty pragnąłeś poznać moje serce i zapoznać mnie ze Sobą. Tylko Ty jesteś gotów cierpliwie milczeć, uważnie słuchając mojej osłabionej duszy.
Wyciągasz do mnie swoje poranione ręce, otwierasz przede mną swoje blade ciało przebite moją niewiarą, moją małodusznością. Ostrożnie wkładasz moje ręce w swoje rany i z dobrym uśmiechem cierpliwie patrzysz w moje oczy. Jesteś gotów pokryć rosą trawę całego świata, tylko po to, abym ja, mały i głupi robak, zobaczył Twoją nieskończoną i czystą miłość. Jesteś cierpliwy. Wszystko znosisz i we wszystko wierzysz.
Kogo będę wychwalać? Komu będę służyć? Przed kim pokornie uklęknę, jeśli nie przed Tobą? Jak mogę milczeć i ukrywać zachwyt Twoim imieniem?