Biblioteka

Nadya Rudyak · · Series: Two in a boat

Biblioteka

Stało się, gdy szli drogą, że ktoś rzekł do Niego: Panie! pójdę za Tobą, dokądkolwiek pójdziesz.
Jezus odpowiedział mu: lisy mają nory, a ptaki niebieskie — gniazda; lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę położył.
Innemu zaś rzekł: Pójdź za Mną. Ten rzekł: Panie! pozwól mi najpierw iść i pogrzebać ojca mego.
A On mu rzekł: Pozwól umarłym grzebać swoich umarłych, ty zaś idź i głoś Królestwo Boże.
Inny jeszcze rzekł: Pójdę za Tobą, Panie! lecz najpierw pozwól mi pożegnać się z domownikami.
A Jezus mu rzekł: Nikt, kto położył rękę swoją na pług i ogląda się za siebie, nie jest zdolny do Królestwa Bożego.
Łukasz 9,57-62



Widzę Go w królewskim stroju z obrazu "Światłość świata" - w koronie, z latarnią w ręku. Bardzo księżycowa noc, jesteśmy w jakimś pustynnym miejscu. Odwraca się i idzie gdzieś, ja idę za Nim.

Idziemy brzegiem morza, pod bosymi stopami mokre kamyczki, fale delikatnie uderzają i pienią się. Za stromą skałą znajdujemy maleńką, wyraźnie ukrytą przed obcymi zatoczkę. Jakby wyrzeźbiona w skale. W kącie widać niewielką szczelinę w kamieniu, kierujemy się tam. Jezus idzie przede mną i oświetla drogę; to długi korytarz, na końcu którego gdzieś w oddali migocze ciepłe światło.

Wchodzimy do obszernej, okrągłej jaskini, pośrodku leży duży kamień, na którym spoczywa ogromnych rozmiarów otwarta księga o pożółkłych kartach. Od razu rozumiem, co to za Księga. Podnoszę wzrok — nie widać sufitu, jaskinia ciągnie się w górę ku nieskończoności. Nieskończoność wypełniona regałami pełnymi książek.

Mam poczucie, że trafiłam do Raju. Swoją pierwszą książkę - "Czarodziej Szmaragdowego Miasta" - przeczytałam, kiedy miałam cztery lata. Od tamtej pory książki były moją pociechą, moją ucieczką, moim hobby, moimi najlepszymi przyjaciółmi. Biblioteki to najpiękniejsze miejsca na świecie.

Rozumiem, że chodzi o moje Powołanie.

Nie poznam wszystkiego, świat jest zbyt wielki, tych wszystkich książek nie da się przeczytać, ale muszę się uczyć.

Główna Księga — klucz do wszystkich pozostałych książek.

To cudowne! To najpiękniejsze na świecie Powołanie! Uczyć się, poznawać nowe, być wśród książek!

Ale, chwila. Zanurzyć się w bibliotece — to zawsze proszę bardzo, uwielbiam się chować. A co z ludźmi? Przecież oni też są częścią mojego Powołania, co z nimi zrobić?

Przez cały ten czas, gdy rozglądam się i zachwycam, jakoś zapominam na Niego patrzeć. Lecz teraz zwracam się do Niego z tymi pytaniami i gubię się. Nigdy wcześniej nie widziałam Go w królewskim stroju, zawsze był w jakiejś prostej koszuli. Mówię:

— Nie mogę spokojnie na Ciebie patrzeć, kiedy Jesteś Taki.

Poddając się impulsowi, siadam u Jego stóp i obejmuję Jego kolana. Tuż przed moimi oczami pojawia się latarnia, jak niema odpowiedź na moje pytania.

— Nie może być.

Wstaję, a On oddaje mi latarnię.

Robię parę kroków w tył, trzymając ją w dłoni, z niej płynie ciepłe światło. Czuję się nieswojo i dziwnie, latarnia jest ciężka i nie wiem, co z nią zrobić. Odnoszę ją z powrotem i wtedy na mojej szyi pojawia się wisiorek na łańcuszku — mała kopia latarni.

Co mogę zrobić dla ludzi? Świecić im, żeby wychodzili z mroku, żeby demony rozbiegały się, żeby ludzie wchodzili na swoją drogę, żeby zagubieni odnajdywali się, żeby mogli się ogrzać i odpocząć oraz nabrać sił w drodze.

Jestem latarnią.

Czasami jej światło jest bezlitosne i rani. Czasami jest przytulne i spokojne, jak okno rodzinnego domu o zmierzchu. To, co jest we mnie, co przez mnie świeci, jest potrzebne ludziom.

"Moje światło w Tobie."

Wspinamy się ku półkom i stajemy przed jedną z niezliczonych półek. Przyglądam się grzbietom i zamarłam. Na każdym z nich — moje imię. Półka jest tak długa, że nie widzę, gdzie się kończy. Natychmiast ogarniają mnie wątpliwości: to na pewno tylko metafora, a może po prostu zbyt się rozmarzyłam, to już przesada, można by w końcu być skromniejszą...

On przerywa mój potok zaprzeczeń, siadając przede mną na jedno kolano.

Ogarnia mnie przerażenie.

To tak niewłaściwe, że brakuje słów.

— Co Ty robisz??? Wstań! Proszę, wstań!

Brak reakcji. Zaczyna to do mnie docierać.

— Dobrze-dobrze! W porządku! Wierzę! Już więcej nie wątpię! To chyba jak z chodzeniem po wodzie, sekret polega na tym, że tak naprawdę już to wszystko zrobiłam, prawda?

On w końcu wstaje, kończąc tę torturę, i się śmieje. Śmieje się!

Opadamy w dół. Nie chcę odchodzić, nie chcę stąd nigdy odejść.

Najpiękniejsze miejsce na świecie, najlepsze z możliwych Powołanie.

Ileż w tym uwielbienia — dać nam jako pracę to, co kochamy najbardziej.

Kocham Go nieskończenie.