Iskry
Nadya Rudyak · · Series: Two in a boat

Wcielenie. Dzień 2
Widzę martwe miasto. Lecę nad dachami pustych wieżowców, nad podwórkami zarosłymi lasem, nad bezludnymi parkami. Tęsknota ściska mi serce. Bez ludzi nic nie ma sensu. To, co z góry może wydawać się bezsensowną krzątaniną, to jest życie. Życie jest piękne. Wszyscy jesteśmy ważni.
Widzę letni dzień nad Morzem Śródziemnym, miasteczko na wybrzeżu, tłum ludzi spacerujących, pracujących, siedzących w kawiarni na ulicy, tańczących, płynących łodziami. Czuję wiatr znad morza, zapach restauracji rybnej, sosny i rozgrzanych kamieni brukowanych ulic. Zatrzymuję się na targu przed straganem z warzywami i owocami, za którym stoi pulchna i rzeczowa kobieta i żwawo handluje. Obserwuję ją: jak uśmiecha się do klientów, pakuje towar do siatek, odlicza resztę. Jaka jest w życiu? Wyobrażam sobie jej dom — mały i przytulny, wiele kwiatów, chudego i uległego męża, dzieci — dwaj chłopcy, słabe oceny i gapy, na których krzyczy, ale bardzo je kocha i w niedziele piecze im ciasta. Jak pielęgnuje swój ogród, jak wiele pracuje. Czuję do niej czułość, odczuwam, że jest w niej dużo dobra, choć zapewne nie wszyscy jej znajomi by się z tym zgodzili.
W każdym z nas jest dużo dobra. W głębi duszy nosimy w sobie światło. To Światło — to to, do czego Ty zwracasz się w nas. I my też możemy nauczyć się dostrzegać je w bliźnim. Nawet w pozornie najbardziej mrocznej osobie tli się ta iskierka, weźmy choćby Severusa Snape'a.
Widzę naszą planetę usianą miliardami iskier, ledwie widocznych, przestraszonych, ukrytych, zapomnianych. Zapomnianych przez nas, ale nie przez Ciebie. Wszyscy pragniemy dobra, szukamy go, zmierzamy ku światłu. Ty nas tak stworzyłeś. Ale pozwalamy, by strach nas zmylił, pomieszał, pozbawił rozumu i sił. I Wiary.
Co mogę? Nie bać się, iść ku światłu, dostrzegać światło w innych i zwracać się ku niemu, rozdawać ten stan jak Wi‑Fi. Wierzę, że dobro jest zaraźliwe.
Widzę, że są iskierki, które przyciągają się nawzajem, ciągną ku najsilniejszym, łączą się i zaczynają świecić wielokrotnie jaśniej. Jakby istniały iskierki — latarnie.
Pamiętam wersy, przy których zawsze robi mi się lżej na sercu i jakoś ściskająco ciepło:
"Nieszczęśni, których mętne umysły
prowadzą wstecz zdradliwymi drogami.
Nie wiecie, że jesteście tylko robakami,
w których tli się nieśmiertelna ćma,
wzbijająca się ku światłu Bożemu z ciemności."
Pamiętam o Marii i widzę jej iskierkę — najjaśniejszą, najczystszą, najmocniejszą na całej Ziemi. Maria świeci oślepiająco. Czyste wcielenie Światła, idealny przewodnik Jego woli.
Jak mogłabym Ją opisać, jakimi cechami się ku mnie zwraca? Spokój, życzliwość, łagodność, godność, absolutne zaufanie Bogu, skromność, pokora, miłość do świata, do ludzi, uśmiech, troska, ciepło domowego ogniska, radość codziennego bytu. Wystarczy myśleć o Niej, by zrobiło się jaśniej.
Jeśli strach przeszkadza innym iskrom jasno płonąć, to jest on najsilniejszą siłą zamykającą. A najsilniejszą uwalniającą — Miłość. Każdy człowiek najbardziej boi się tego, co tak naprawdę najbardziej kocha. Oto mechanizm Świętej Rany.
Wychodzi na to, że najbardziej kocham swoją inność, samotność, odrębność, wychodzenie poza ramy, wywoływanie protestu, oburzenia, potępienia. Tylko w ten sposób naprawdę mogę robić swoje dzieło, to właśnie te warunki są dla mnie idealne, najbardziej twórcze, najbardziej wyzwalające.
***
W końcowej rozmowie idziemy wzdłuż rzeki. Mówię:
— To przewracające uświadomienie. Domyślałam się tego, nawet próbowałam sformułować, ale Ty stawiasz je u mego fundamentu i teraz mogę na nim się oprzeć. Nie muszę się podobać, żeby komuś pomóc. Ci, którym naprawdę mogę pomóc, sami do mnie przyjdą.
Czuję w sercu ciepło i Jego wsparcie, i więcej odpowiedzi nie chcę ani pragnąć.